7-8
2014
lipiec-sierpień
W następnym numerze
Prenumerata
Miesięcznik Palestra
Orzecznictwo Izby Karnej i Izby Wojskowej Sšdu Najwyższego
Rocznik OSN w sprawach karnych
Kontakt
Kolegium
www.palestra.pl piątek, 25 lipca 2014
*artykuł


 Palestra 3-4/2009


Stanisław Mikke, adwokat (Warszawa)

Adwokatura Polska – pamięć pokoleń

Eugeniusz Małaczewski, wybitny, znakomity pisarz, poeta, odważny żołnierz wojny polsko-bolszewickiej, skutecznie – jak się okazało – został wyrzucony przez władze komunistyczne z pamięci narodowej. Za życia pasowany był na następcę Sienkiewicza i Żeromskiego. Niestety, zmarł w 1922 w wieku zaledwie 25 lat. Przywołuję tę postać nie bez powodu, bo swoją karierę życiową rozpoczynał jako pomocnik adwokatów w polskich kancelariach adwokackich w Kijowie i w Chersoniu, a echa tej pracy napotykamy w jego bogatej twórczości. Otóż Eugeniusz Małaczewski tuż przed odzyskaniem niepodległości pisał:
Znów Polska nam się śni
Jak śniła się pradziadom
Za dawnych dobrych dni.
I ta Polska, wyśniona, wymarzona, stała się rzeczywistością.
Postarajmy się dotknąć atmosfery tamtego czasu, wyobrazić sobie 24 grudnia 1918 roku, pierwszą Wigilię po 123 latach niebytu państwowego. Ileż łez, ile „pustych miejsc przy stole”. A jednocześnie jak wiele radości.
Józef Piłsudski, Tymczasowy Naczelnik Państwa, tak jak miliony Polaków, oczekiwał zapewne z przejmującą niecierpliwością na czas dzielenia się opłatkiem z najbliższymi. Wiemy, że był bardzo przywiązany do tradycji, wyniósł ją z rodzinnego domu. A mnie mówiła o tym Jego córka Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska, kiedy z nią rozmawiałem w związku z wywiadem, jakiego kilka lat temu udzieliła „Palestrze”.
Jest jednak pewne, istnieją na to mocne dowody, że Piłsudski tamtego dnia pracował. Podpisywał różne dokumenty, także akty prawne. Chodziło o to, aby najważniejsze prawne regulacje weszły w życie 1 stycznia 1919 roku. I nie można uznać tego faktu za przypadkowy, że właśnie owego dnia podpisał Dekret o statucie tymczasowym palestry Państwa Polskiego.
Późniejszy Marszałek Polski rozumiał to, że funkcjonowanie państwa nie jest możliwe bez adwokatów posiadających organizację o wysokim stopniu niezależności od organów państwowych, choć, jak wiadomo, był człowiekiem silnej ręki.
To, że Józef Piłsudski mógł u zarania niepodległości podpisać dekret o adwokaturze, jest niewątpliwą zasługą adwokatów, którzy od dawna przygotowywali się do zorganizowania polskiej adwokatury na zasadach samorządności. Te prace były prowadzone systematycznie od 1915 roku, gdy wojska rosyjskie opuściły Warszawę. Wówczas stołeczni adwokaci powołali komisję pod nazwą Delegatura Adwokatury Warszawskiej. W jej skład wchodzili adwokaci Dominik Anc, Stanisław Bukowiecki, Stanisław Car, Henryk Cederbaum, Antoni Chmurski, Aleksander Mogilnicki, i Cezary Ponikowski oraz sędzia Bolesław Pohorecki.
Nazwiska te powinniśmy pisać złotymi czcionkami pamięci. Bowiem to ci adwokaci wyznaczyli na całe dziesięciolecia standardy niezależności naszego zawodu, przygotowując projekt aktu, który po dziś dzień stanowi fundament samorządu adwokackiego. Wówczas dekret był na wskroś nowoczesnym, światłym i oryginalnym prawem o adwokaturze. I jego doniosłości nie umniejsza w żadnej mierze trochę przemilczany fakt, że obowiązywał na terenie b. zaboru rosyjskiego, gdyż do roku 1932 na ziemiach dwóch pozostałych działały regulacje inne, ustawa austriacka z 1868 roku i niemiecka z 1878 roku.
Jak wiadomo, wśród adwokatów-historyków są i zwolennicy datowania początku polskiej adwokatury na rok 1016, na czasy Bolesława Chrobrego, aczkolwiek historycy sceptycznie odnoszą się do tej tezy.
Może przed rokiem 2016 należałoby jednak pomyśleć o uroczystościach tysiąclecia zawodu adwokata w Polsce. Niektóre zarozumiałe państwa i narody może inaczej spojrzałyby na nas. Miejmy nadzieję, że tego przyszłego czasu dożyjemy nie tylko w przytomności umysłu, ale i w naszej adwokaturze, a nie tak zwanej „nowej adwokaturze”, okrojonej, jak zakładają niektórzy projektodawcy, w swej niezależności. Nowe nie zawsze oznacza lepsze. Niektórzy zapewne pamiętają reformę sadownictwa zafundowaną przez profesora Pieniążka. Wycięto tradycyjne sady w zasadzie w pień. Wprowadzono nowe odmiany, to prawda, że bardziej odporne. Tylko jak rzadko dziś można spotkać prawdziwą, wspaniałą przecież kosztelę. Czy zapowiadana reforma ma doprowadzić do tego, że prawdziwy adwokat będzie również rzadkością?
Nasza adwokatura nie oznacza adwokatury staroświeckiej, zaściankowej, prowincjonalnej. Ja nie chcę być w adwokaturze zapyziałej, skostniałej. Adwokatura musi być nowoczesna, otwarta na współczesność. Tego nie zapewnią tylko komputery, znajomość języków obcych i prawa innych państw. Adwokatura jako organizacja musi prawidłowo postrzegać rzeczywistość, musi posiadać umiejętność dostosowywania się do zachodzących w dużym tempie zmian. I nad tym sami musimy pracować. Nikt nas w tym nie wyręczy, jeśli zaś wyręczy, to utracimy to wszystko, co najważniejsze.
Nowoczesność nie oznacza wyrzeczenia się rudymentarnych zasad, bez których adwokatura nie będzie w stanie pełnić funkcji, do których została powołana. Te zasady składają się na istotę i tożsamość zawodu adwokata. A tożsamości nie będzie w oderwaniu od tradycji.
Może niektórzy Państwo pamiętają, że kilka lat temu, w chwili zagrożenia dla adwokatury, na okładce „Palestry” znalazła się fotografia potężnego dębu, jako symbolu siły, trwania. Jeśli można użyć metafory, to gałęziami, mocnymi konarami zapewniającymi trwanie są te wartości, którym adwokatura polska hołdowała od wielu, wielu pokoleń.
Szanowni Państwo, proszę pozwolić, że przywołam w tej chwili słowa wielkiego Ojca Kościoła, św. Augustyna, który powiedział, że „przeszłość to obecność rzeczy minionych.” Tę obecność zapewnia pamięć.
Chyba mało kto spoza naszego środowiska, a może nie tak wielu z nas zastanawia się, skąd pochodzi siła polskiej palestry, która pozwala trwać na przekór przeciwnościom. Przecież fenomenem na skalę światową było to, że podczas okupacji stworzone zostały tajne okręgowe rady w Krakowie/Katowicach, w Lublinie, we Lwowie, i w Warszawie. Te struktury, w których nie zdarzyła się ani jedna dekonspiracja, organizowały szkolenia aplikantów i przeprowadzały egzaminy adwokackie, których ważność uznano po zakończeniu działań wojennych. To nie miało miejsca w żadnym państwie okupowanej Europy.
Zatem jakie źródła tej siły i zdolności przetrwania?
Obok niezmiernie ważnych czynników, a przede wszystkim patriotyzmu społeczeństwa, odgrywało znaczącą rolę traktowanie tego zawodu przez istotną część środowiska jako polegającego na czymś więcej niż na odpłatnym świadczeniu usług. Można sądzić, że na to szczególne pojmowanie zawodu miała wpływ pamięć o postawach poprzedników. Jakimi byli ludźmi, jak zachowywali się w obliczu trudności, w okresach próby. Ta pamięć miała i ma charakter zobowiązujący. I nie była ona wyłącznie domeną adwokatów – pasjonatów historii adwokatury, choć ci odegrali rolę nie do przecenienia. Środowisko adwokackie okazało się zdolne do przekazywania tej pamięci w wymiarze zbiorowym. A to dzięki systemowi patronatu i szkoleń organizowanych przez samorząd, podczas których owi adwokaccy zapaleńcy przekazywali historię adwokatury i przybliżali sylwetki adwokatów godnych naśladowania.
Różnie w różnych okresach to bywało. Dziś na pewno mamy do czynienia z kryzysem pamięci historycznej w skali globalnej, co, chcąc nie chcąc, dotyka i nasze środowisko. Może więc tym, którzy negują potrzebę patrzenia w przeszłość, warto przypomnieć słowa największego mówcy w dziejach, adwokata i senatora, Cycerona, który powiedział: Cóż jest warte życie ludzkie, jeśli nie jest splecione z życiem przodków zapiskami historycznymi.
Spoglądamy zatem i daleko wstecz. Rok 1778. Projekt Kodeksu Zamoyskiego, który współtworzyli, ośmielamy się mówić, nasi starsi koledzy – adwokaci: Antoni Rogalski, Michał Węgrzecki i... Józef Wybicki, późniejszy twórca hymnu narodowego, którzy już wówczas proponowali drogę dojścia do zawodu adwokata poprzez praktyki w sądzie i u patrona, zakończoną egzaminem przed specjalną komisją. Oczywiście, również egzaminem ustnym.
Niech więc i Oni, odlegli nasi antenaci, będą dziś obecni naszą o Nich pamięcią.
Nie może nie być z nami szlachetny Henryk Krajewski, adwokat i powstaniec styczniowy, który w rządzie Romualda Traugutta kierował Wydziałem Spraw Zagranicznych i był autorem odezwy do ludów i rządów Europy, aby zerwały stosunki polityczne z Rosją. Za działalność niepodległościową spędził kilka lat na Syberii. Po powrocie kontynuował w Warszawie działalność adwokacką i społeczną. Henryk Krajewski, który cały swój majątek przeznaczył na cele charytatywne, został jako jedyny sportretowany przez Jana Matejkę w fotelu mistrza.
Kilka lat temu dzięki funduszom zebranym wśród adwokatów została wykonana kopia tego obrazu; znajduje się w siedzibie Naczelnej Rady Adwokackiej. To imponujące płótno uchodzi za jedną z najlepszych kopii spośród wykonanych współcześnie w Polsce.
Wielu wybitnych adwokatów, patriotów najwyższej próby było związanych z Kielcami i Kielecczyzną. Zygmunt Nowicki studiował w Petersburgu i Odessie. W tajnych organizacjach postulował walkę zbrojną o niepodległość Polski. W 1911 r. powrócił do kraju i otworzył kancelarię adwokacką w Miechowie. Następnie włączył się w organizację polskiego sądownictwa pod rządami Tymczasowej Rady Stanu i objął stanowisko prezesa Sądu Okręgowego w Kielcach.
Bardzo znany adwokat, Stanisław Taylor, od 1891 roku prowadził w Kielcach kancelarię adwokacką. Był członkiem Rady Kieleckiego Towarzystwa Dobroczynności. W swoim mieszkaniu Stanisław Taylor organizował spotkania inteligencji kieleckiej. Po odzyskaniu niepodległości został sędzią Sądu Okręgowego w Kielcach. Zmarł w 1922 roku i jest pochowany na starym cmentarzu w Kielcach.
Proszę mi pozwolić w tym miejscu na osobisty wątek. Na tym cmentarzu jest pochowana moja Babcia, która mnie współwychowywała i która zawsze z dumą podkreślała, że jest obywatelką miasta Kielce. Spoczywają na tym cmentarzu moi pradziadowie i prapradziadowie, którzy urodzili się w czasach napoleońskich. Dlatego Kielce zajmują na mapie moich sentymentów miejsce szczególne. To wspomnienia wielu wakacji: Karczówka, Święty Krzyż, Klasztor w Świętej Katarzynie i cała bogata historia rodziny ze strony mojej Mamy.
Dlatego mówienie dziś do Państwa to dla mnie zarówno wielki zaszczyt, jak i niebanalne, wielkie przeżycie.
Wracając do adwokatów. W Kielcach urodził się Jan Zdzienicki, od 1909 roku adwokat, erudyta i wielki talent krasomówczy. Był dalszym kuzynem Stefana Żeromskiego. Należał do Koła Obrońców Politycznych i odważnie bronił Polaków przed carskimi sądami wojskowymi. Po odzyskaniu niepodległości prowadził kancelarię adwokacką w Lublinie, był działaczem samorządu adwokackiego.
Nie sposób wymienić wszystkich, których należałoby obdarzyć dziś wspomnieniem. Ale na pewno nie powinno być pustego miejsca, i wypełnić go trzeba pamięcią o Eugeniuszu Nawroczyńskim. W 1889 roku ukończył gimnazjum w Kielcach, później studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Był jednym z organizatorów Polskiej Macierzy Szkolnej. W roku 1908 rozpoczął aplikację adwokacką u znanego adwokata Mariana Grzegorzewskiego, a następnie otworzył kancelarię adwokacką w Kielcach. W jego mieszkaniu odbywały się spotkania konspiracyjne. Aresztowany w związku z tą działalnością przez gestapo, został zamordowany 13 kwietnia 1943 roku w Kielcach.
Muszę powiedzieć o adwokacie Władysławie Majewskim. W 1904 roku otworzył kancelarię adwokacką. Jest autorem znamiennych słów: Sądownictwo to sumienie narodu. Jak i człowiek, naród ma sumienie, bo bez niego traci prawo istnienia. Słowa te napisał, gdy był sędzią Sądu Okręgowego w Kielcach, a później jego wiceprezesem. Uchodził za człowieka prawego. Syn Tomasz został sędzią, po stanie wojennym adwokatem, a później sędzią Sądu Najwyższego, cieszył się powszechnie taką samą opinią, jak ojciec.
Znaczące zasługi dla Kielc ma adwokat Ignacy Manteufel-Szoege pochodzący z polskiej patriotycznej rodziny. Prowadził kancelarię adwokacką w Petersburgu, a potem w Rydze. Po powrocie do Polski był początkowo wicewojewodą warszawskim, a od 1924 roku wojewodą kieleckim. Organizował szkolnictwo i opiekę społeczną na Kielecczyźnie.
Teraz o kilku adwokatach, którzy byli znani większości z Pań i Panów. Adwokat Józef Okińczyc, podczas II wojny światowej żołnierz AK, przewodniczył sądowi wojskowemu Armii Krajowej. Po wojnie zasłynął bezkompromisowymi obronami w sfingowanych procesach wytaczanych akowcom. Adwokat Andrzej Płoski pochodzący z rodziny o wielkich tradycjach patriotycznych bronił odważnie żołnierzy AK. Adwokat Kazimierz Czech, dowódca obwodu Armii Krajowej, po wojnie usunięty z sądownictwa, został przyjęty do adwokatury. Był wzorem dla młodszych pokoleń.
Byłbym zgrzeszył, gdybym nie wymienił adwokata Witolda Zapałowskiego, znanego chyba wszystkim tutaj mieszkańca Ostrowca Świętokrzyskiego, wnuka powstańca styczniowego. Do ostatnich dni był wiernym czytelnikiem „Palestry”, żył adwokaturą. Dzwonił do mnie, dzielił się refleksjami.
Odrębnym tematem jest działalność i postawa adwokatów kieleckich w okresie „Solidarności”. Temat zasługuje na poważne opracowanie.
„Puste miejsca przy stole...” Są tylko pozornie puste, jeśli wypełnia je pamięć.
I wtedy ci, o których pamiętamy, są z nami obecni, jak chciał wielki myśliciel, którego cytowałem wcześniej. Niech więc będą z nami naszą o Nich pamięcią: adwokat Wojciech Trąmpczyński, marszałek Sejmu Ustawodawczego w latach 1919–1922, którego władze komunistyczne w 1947 roku wtrąciły do więzienia, gdy miał 87 lat; adwokat Stanisław Patek, wielki obrońca polityczny przed 1918 rokiem, a w II Rzeczypospolitej wybitny dyplomata, i adwokat Henryk Konic, sześciokrotny prezes NRA i redaktor naczelny, przez 38 lat, do śmierci w 1934 roku, „Gazety Sądowej Warszawskiej”.
Jak nie przywołać adwokatów Franciszka, Leona i Jana Nowodworskich: Leon i Jan zasłynęli odwagą podczas okupacji niemieckiej, a Jan Nowodworski, tak jak adwokat Stanisław Kalinowski z Lublina, sprzeciwił się usuwaniu z listy adwokatów żydowskiego pochodzenia. Wiadomo, czym to groziło.
Trzeba pamiętać, że w okresie II wojny światowej adwokatura polska straciła ponad połowę swych członków, a 95% aplikantów warszawskich straciło życie. I jeśli już mowa o ofiarach wojny, to podzielę się z Państwem bardzo osobistym doświadczeniem. Był rok 1991, uczestniczyłem w ekshumacji Ofiar zbrodni katyńskiej w Charkowie. 3 sierpnia o godzinie 13.30 podniesiono z jednej ze zbiorowych mogił szczątki, przy których znajdował się znaczek identyfikacyjny, tzw. nieśmiertelnik. Było wygrawerowane nazwisko: Karol Świątek, data urodzenia, stopień wojskowy i wyznanie. Ponieważ taka identyfikacja zdarzała się niezmiernie rzadko, była to chwila szczególnych emocji. Ktoś pobiegł po księgę z danymi zamordowanych polskich oficerów. I wracając nad mogiłę, czytał: „Karol Świątek, podporucznik piechoty rezerwy, dowódca plutonu 5. pułku strzelców podhalańskich”. Nagle zamilkł i dopiero po chwili, patrząc na mnie, dodał: „adwokat z Białegostoku”. W czaszce otwór po wlocie kuli w potylicy, wylot na czole. Adwokat Karol Świątek był jednym z co najmniej 110 adwokatów zamordowanych w ramach zbrodni katyńskiej. Później dotarłem do akt wojskowych naszego starszego Kolegi. Proszę posłuchać, co pisał o Nim Jego dowódca:
Bardzo energiczny, o wielkim poczuciu honoru i godności osobistej. Bardzo inteligentny, umysł bystry i jasny. Pamięć i przytomność umysłu bardzo duże. Wykazuje wybitną orientację jako dowódca nawet w najkrytyczniejszych momentach. Decyzje podejmuje bardzo szybko. Bardzo dobrze orientuje się w sytuacji bojowej. W wykonywaniu obowiązków bardzo sumienny. Bardzo dobry.
Czas powiedzieć o kobietach-adwokatach. Często mówi się: Helena Wiewiórska – pierwsza w Polsce kobieta adwokat (od 1925 roku). Ale nie dodaje się, że nie tylko tym przeszła do historii. I nie tym, że była kobietą niezwykłej urody. Adwokat Wiewiórska była bowiem wybitną znawczynią prawa karnego wykonawczego i psychologii kryminalnej. Wiele publikowała. Uczestniczyła w międzynarodowych konferencjach. Podczas okupacji działała w konspiracji, za co została uwięziona przez gestapo na Pawiaku. W Powstaniu Warszawskim zginęła jej jedyna córka, łączniczka AK.
I druga wspaniała kobieta, adwokat Jadwiga Rutkowska, żołnierz Armii Krajowej. To jej zasługą jest dokumentacja fotograficzna i filmowa Powstania Warszawskiego. Ona wyznaczała miejsca pracy fotoreporterów i filmowców. Od 1984 roku była dyrektorem Ośrodka Badawczego Adwokatury. Zmarła w 1994 roku.
Nie mogę pominąć dziś adwokata Jana Ruffa, wybitnego obrońcy w sprawach karnych, żołnierza wojny 1920 roku. Zajmował się etyką adwokacką, napisał wiele rozpraw, przetłumaczył fundamentalne dzieło Ferdynada Payena pt. „O powołaniu adwokatury”. Zginął w Auschwitz; i adwokata Maurycego Allerhanda, wybitnego, na skalę światową, cywilisty, autora do dziś cenionych komentarzy. Prowadził jednocześnie intensywnie kancelarią adwokacką. Podczas wojny pisał na odwrocie kopii pism procesowych wstrząsający dziennik, który zachował się . Adwokat Allerhand został bestialsko zamordowany przez ukraińskiego policjanta w 1942.
Szczególną pamięć winniśmy adwokatowi Stanisławowi Węsławskiemu. Bardzo, niestety, zapomnianemu. Był działaczem harcerskim, kompozytorem, w roku 1920 walczył z bolszewikami. Podczas II wojny został konspiracyjnym Prezydentem Wilna. Działał pod przykryciem funkcji prezesa miejskiego Czerwonego Krzyża. Wykazywał wielką odwagę i bezgraniczne poświęcenie dla ludności. Po ujawnieniu jego działalności w cywilnym ruchu oporu został aresztowany w grudniu 1943 roku i rozstrzelany w Ponarach k. Wilna, gdzie wymordowano co najmniej 80 tysięcy obywateli Rzeczypospolitej, w tym wielu adwokatów. Będąc w Wilnie, nie zapomnijcie Państwo pojechać do Ponar, to tylko 8 km od miasta, na ten wielki cmentarz, także polskich adwokatów.
Wracam do zasadniczej myśli. Adwokaci czerpali siły, czując się związani i zobowiązani. To pozwoliło przetrwać późniejszy, powojenny, w pierwszym okresie także okrutny czas.
Jako jedyni zachowaliśmy status wolnego zawodu ze strukturami samorządowymi. To prawda, nie w pełni demokratycznymi, ale przecież, mimo tego samorząd odgrywał ogromną rolę. Wychowawczą, a w najtrudniejszych chwilach roztaczał parasol ochronny nad kolegami, którzy bądź otwarcie włączyli się w działalność nielegalnej wówczas opozycji, jak i nad tymi, którzy w procesach, kiedy zaistniała taka potrzeba, podnosili nieprawości panującego systemu komunistycznego. Za odwagę płacili niejednokrotnie wysoką cenę. Usiłowano np. zabić dziecko nieżyjącego dziś adwokata Andrzeja Grabińskiego, który występował w procesach politycznych i jako pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Przez pomyłkę zamordowano inną osobę o tym nazwisku. Drugiemu pełnomocnikowi adwokatowi Krzysztofowi Piesiewiczowi nieznani do dzisiaj sprawcy zamordowali matkę, wiążąc ponadosiemdziesięcioletnią, słabą i ciężko chorą kobietę w sposób identyczny, jak skrępowano ks. Popiełuszkę.
Panie i Panowie, to tylko ułamek tego, co pragnie się powiedzieć, poruszając ten ważny temat. Ważny, bowiem należy przypominać sobie, a uprzytamniać innym, że adwokatura, że adwokat, to dziś również, ale nie tylko, nie tylko usługa biznesowa dla biznesu. Że adwokat polski znaczy o wiele więcej. Na co wskazuje zarówno ta dalsza, jak i bardzo bliska historia. Adwokat oznacza potrzebującym pomoc oraz praw i wolności obrona.
Walcząc o nowoczesność, o otwartość na współczesny czas należy przypominać fakty historyczne i powtarzać, parafrazując Herberta, zaklęcia nasze. Wydaje się, że trudno zepchnąć na boczny tor, na margines tych, którzy, sprostali współczesności i są wierni pewnym ideałom. Ale trzeba jednego i drugiego. To dwa niezbędne warunki przetrwania.
Na koniec raz jeszcze osobiście. Szczycę się tym, że do adwokatury wprowadzała mnie adwokat Jadwiga Rutkowska, że rekomendacji udzielił mi także adwokat Witold Bayer, żołnierz AK, działający w Tajnej Radzie Adwokackiej w Warszawie, uwięziony przez wysługujących się ustrojowi komunistycznemu i torturowany. Jest patronem Ośrodka Badawczego Adwokatury. Pamiętam ostatni uścisk dłoni wymieniony z Panem Mecenasem Witoldem Bayerem w siedzibie Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie i krótką serdeczną rozmowę. Był już wtedy ociemniały wskutek metod śledztwa. Adwokat Bayer znał wielu z tych, o których dziś mówiłem.
I kiedy powraca na pamięć ten uścisk dłoni Pana Mecenasa, nasuwają się słowa Tadeusza Gajcego z poematu pt. „Do potomnego”: Jak dłonie dwie złączone są pamięci nasze...
I niech tak, Drodzy Państwo, pozostanie w naszym środowisku.




(c) copyrights by Palestra.pl, all rights reserved design & powered by: abgstudio.com