7-8
2014
lipiec-sierpień
W następnym numerze
Prenumerata
Miesięcznik Palestra
Orzecznictwo Izby Karnej i Izby Wojskowej Sšdu Najwyższego
Rocznik OSN w sprawach karnych
Kontakt
Kolegium
www.palestra.pl poniedziałek, 28 lipca 2014
*artykuł


 Palestra 5-6/2000


Jerzy Poksiński, prof., UW (Warszawa)

Sprawa karna Michała Żymierskiego. Część II. Rozprawa główna

Część II. Rozprawa główna

* Fragment książki biograficznej pt.: Marszałek Michał Rola-Żymierski. Biografia polityczno-wojskowa, która na rynku wydawniczym ukaże się w przyszłym roku.

Początek rozprawy głównej wyznaczony został na 4 lipca 1927 r. W przeddzień procesu prasa warszawska informowała, że rozpocznie się on o godz. 1000 w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie, a rozprawie przewodniczyć będzie sędzia Najwyższego Sądu Wojskowego gen. bryg. Bronisław Sikorski. Asesorami, jak informowała prasa, mieli być: gen. dyw. Stanisław Wróblewski, wiceadmirał Michał Borowski, gen. dyw. Wiktor Thomme, gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz oraz asesorem pomocniczym gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński1.

4 lipca 1927 r., na pół godziny przed rozprawą, płk Waknaze z eskortą przywiózł gen. Michała Żymierskiego do gmachu sądu. Generał był w mundurze. Współoskarżony ppłk Michał Burgiełł-Mączyński, referent szefostwa Administracji Armii, stawił się do sądu po cywilnemu, zresztą odpowiadał z wolnej stopy. Oskarżycielem publicznym był ppłk Zygmunt Rumiński. Obrońcą Żymierskiego, wspomniany już Stanisław Szurlej, zaś Burgiełła-Mączyńskiego adwokat Michał Wyrostek. Zmieniona jednak była, w stosunku do zapowiadanej przez prasę, obsada sądu. Stanowili ją: gen. bryg. Bronisław Sikorski, gen. dyw. Stanisław Wróblewski, wspomniany wiceadmirał Borowski, gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński oraz gen. bryg. Mieczysław Mackiewicz. Na zastępcę asesora lub inaczej asesora rezerwowego wyznaczono gen. bryg. Wincenta Kaczyńskiego. Nie było więc w składzie sądu zapowiadanego przez prasę gen. Karaszewicza-Tokarzewskiego, ówczesnego szefa Biura Personalnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, a także gen. Thommego, dowódcy 15 dywizji piechoty. Być może informacje prasowe w sprawie Karaszewicza-Tokarzewskiego były nieścisłe. Brak natomiast w składzie sądzącym gen. Thommego spowodowany został sprzeciwem oskarżonego Michała Żymierskiego wniesionym pod jego adresem podczas poprzedzającego rozprawę główną posiedzenia niejawnego sądu. Stwierdził on podczas niego, że aktualny dowódca 15 DP był w okresie wojny i po wojnie jego wielkim przeciwnikiem. Użył nawet sformułowania, że po powrocie do kraju z Rosji jest jego: „osobistym wrogiem, jakkolwiek z nim na tle osobistym nie miał żadnego zajścia”. Z tego też względu, jak mówił, obecność Thommego w składzie sądzącym: nie gwarantuje bezstronności jako asesora w obecnej sprawie. „Stanowisko oskarżonego w tej kwestii poparł jego adwokat Stanisław Szurlej. Sam gen. Thomme oświadczył, że generał Żymierski może mieć przypuszczenie co do jego uprzedzenia, jednak takiego uprzedzenia ze strony jego nie ma ...i, że prośbę oskarżonego generała Żymierskiego o uchylenie jego jako asesora uważa za nieuzasadnioną”. Sąd uwzględnił jednak wniosek oskarżonego i jednogłośnie uchwalił: „przychylić się do powyższej prośby i uchylić gen. Wiktora Thomme jako sędziego asesora w sprawie niniejszej”2. Asesorów i ich zastępców wyznaczał osobiście minister spraw wojskowych.

Kilka uwag o składzie sądzącym. Gen. Sikorski był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, doktorem praw. Sędzią NSW był od października 1923 r., wcześniej w latach 1921–1923 r. był zastępcą szefa Departamentu X (Sprawiedliwości) MS Wojsk. Generał Wróblewski był w tym czasie dowódcą Okręgu Korpusu w Krakowie, w okresie zamachu majowego, jako ówczesny dowódca 7 dywizji piechoty podporządkował ją marszałkowi Piłsudskiemu. Wiceadmirał Borowski był w latach 1919–1920 przedstawicielem WP przy Komisariacie Generalnym RP w Gdańsku, a od lipca 1923 r. przewodniczącym delegacji polskiej Rady Portu i Dróg Wodnych w Gdańsku, wywodził się z armii rosyjskiej. Zbliżony do Żymierskiego rodowód wojskowy miał Józef Wilczyński-Olszyna, ale w lipcu 1917 r. opowiedział się po stronie Józefa Piłsudskiego. Od marca 1927 r. dowodził 10 dywizją piechoty. Gen. Mackiewicz był w latach 1921–1926 dowódcą 3 dywizji piechoty, 26 dywizję piechoty w Skierniewicach objął 26 maja 1926 r. W styczniu 1927 r. mianowany został do stopnia generała brygady. Jeszcze jako oficer armii rosyjskiej został przez Piłsudskiego przyjęty do Związku Strzeleckiego i on najprawdopodobniej informował przyszłego Pierwszego Marszałka Polski o stanie armii rosyjskiej3. Wiele wydaje się wskazywać na to, że związki członków sądu z marszałkiem Piłsudskim jako dowódcą i ministrem spraw wojskowych były znaczące. Formułowanie jednak na tej podstawie ocen natury politycznej mogłoby być jednak zbyt daleko idące.

Bez wątpienia swoistą gwiazdą procesu był mecenas Stanisław Szurlej. Stanisław Lubodziecki, ówczesny sędzia Najwyższego Sądu Wojskowego, napisał o nim m.in.: „Szurlej był jednym z najgłośniejszych i najzdolniejszych obrońców w sprawach karnych, które toczyły się w Polsce w latach 1918–1919”4. Na sławę tę składały się obrony w wielu sprawach politycznych i kryminalnych. Wspomnijmy, że ten absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Stronnictwa Narodowego (do 1941 r.), prezes Związku Oficerów Rezerwy RP, laureat Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury w 1937 r., bronił m.in. Adolfa Nowaczyńskiego, prof. Stanisława Strońskiego, Wojciecha Korfantego, Stanisława Mackiewicza i Wincentego Witosa. Reprezentował w sądzie 8 pułk ułanów w Krakowie w procesie tzw. wypadków krakowskich w 1923 r. Był pełnomocnikiem rodziny zamordowanego Tadeusza Hołówki. W sprawie o zabójstwo dwóch przekazywanych do ZSRR byłych oficerów WP bronił żandarma Muraszki. Głośne były także jego wystąpienia sądowe w sprawach Ignacego Paderewskiego, Jana Kiepury czy włosko-amerykańskiej milionerki hrabiny Cittadini5.

Po zaprzysiężeniu składu sądzącego ppłk KS Zbigniew Rumiński odczytał akt oskarżenia. Trwało to od 1030 do 1540 tj. ponad pięć godzin. Dokument ten już

4 lipca, a więc w dniu rozpoczęcia procesu, opublikowany został przez „Kurier Czerwony” oraz przez kilka innych gazet warszawskich. Upubliczniła go obrona. Nie ulegało wątpliwości, że już na samym początku podgrzewało to atmosferę wokół procesu. W proendeckim, opozycyjnym do rządu „Kurierze Warszawskim” Izabela Moszczeńska pisała: „Nareszcie w czternaście miesięcy po uwięzieniu pięciu jenerałów bezpośrednio po przewrocie majowym, jeden z nich jenerał Żymierski jest postawiony przed sądem. Tylko jeden i dopiero teraz. Jakże powolny jest bieg sprawiedliwości pod tym rządem, którego celem i racją bytu miało być tępienie nieprawości i czynienie zasłużonej kary. Jakikolwiek zapadnie wyrok, samo oskarżenie i uwięzienie dla ludzi na tem stanowisku jest już ciosem, który tylko ciężka wina uzasadnić może. W każdym razie sprawa jenerała Żymierskiego znajduje się już w rękach sądu, a sąd jest instancją jedynie powołaną do wydawania orzeczeń w takich sprawach (...). Opinia publiczna, zaalarmowana tak wyjątkowo srogim postępowaniem, ma prawo oczekiwać sensacyjnych i druzgocących rewelacji,

a jeśli się zawiedzie, będzie szukała wyjaśnienia tej przewlekłej procedury w przedwojennych tradycjach rosyjskiego systemu (...). Ta powolność w formułowaniu aktu oskarżenia przez prawowitą władzę jest tem szkodliwszą, że stanowi rażący kontrast z pochopnością i wielkim impetem oskarżeń, ciskanych całym gradem przez napastliwą prasę brukową, na ludzi którzy z tego lub innego powodu zasłużyli na jej niechęć... Ogół powinien się głęboko przejąć zasadą, że w rzeczach winy i kary – tylko sąd ma głos, nie sentyment, współczucia lub nienawiści, że nie mniemania lub podejrzenia decydują w Polsce o losach człowieka i jego honorze, lecz dokładnie wyświetlona i publicznie, prawomocnie stwierdzona prawda. Wiemy teraz o co jest oskarżony jenerał Żymierski, dowiemy się niebawem czy słusznie”6.

Po odczytaniu przez prokuratora aktu oskarżenia przewodniczący rozprawie sędzia zawodowy gen. Sikorski zadał Michałowi Żymierskiemu rutynowe pytanie: „Czy przyznaje się Pan Generał do zarzutów objętych aktem oskarżenia?”. Odpowiedź oskarżonego generała była następująca: „Nie poczuwam się do żadnej winy. Nie popełniłem żadnego przestępstwa. Nie naraziłem munduru oficerskiego na hańbę, ani też Skarbu Państwa na straty”7.

9 lipca do przestępstwa zarzucanego mu aktem oskarżenia nie przyznał się ppłk Burgiełł-Mączyński. Od tego momentu rozpoczęło się przed sądem postępowanie dowodowe, ciągnące się przez 40 dni rozprawy głównej, w tym 19 dni w lipcu i 21 dni w sierpniu 1927 r. Sąd przesłuchał w tym czasie 106 świadków, zarządził odczytanie zeznań kolejnych 9 świadków i wysłuchał opinii 4 rzeczoznawców (biegłych sądowych). Nadto na rozprawie odczytano 370 dokumentów, które uznano za materiał dowodowy w sprawie.

Przypomnijmy niektóre nazwiska spośród świadków, gdyż nadawały one swoisty wymiar procesowi. Zeznawali przed sądem m.in. następujący generałowie: Roman Górecki, Kazimierz Pławski, Władysław Sikorski, Aleksander Litwinowicz, Stefan Majewski, Julian Malczewski i Mieczysław Dąbkowski. Przewinęła się przed sądem cała plejada oficerów różnych stopni w tym m.in. płk Jerzy Ferek-Błeszyński, płk dr Feliks Maciszewski, kmdr Franciszek Sokołowski, płk Władysław Anders, ppłk Ludwik Rudka, płk Władysław Wielowiejski, płk Zygmunt Sianorzęcki, płk inż. Stanisław Mueller, mjr Aleksander Stawarz i wielu innych. Łakomy kąsek dla opinii publicznej stanowiły zeznania takich świadków jak np. Leopold Skul-

ski, inż. Ryszard Świętochowski, inż. Stanisław Hempel, senator Wacław Januszewski, Edward Gruber, Henryk Rzewuski, Franciszek Kwieciński i poseł Karol Popiel. Były to, z racji wykonywanych funkcji publicznych, postacie z pierwszych stron gazet. Bez wątpienia budziły sensację zeznania, co było oczywiste, obu kobiet związanych z oskarżonym generałem tj. Jadwigi Orłowej i Marty Bieleckiej. Dużą uwagę opinii publicznej zwracały ekspertyzy rzeczoznawców, ppłka Mieczysława Staszewskiego, mjra dra Michała Chechlińskiego, inż. Stanisława Szymankiewicza oraz por. Wilhelma Stanowskiego. Wśród odczytanych przed sądem setek dokumentów warto zwrócić uwagę na: „Protokół rewizji dokonanej w mieszkaniu gen. bryg. Michała Żymierskiego w dniu 28 maja 1926 r.” wraz z załącznikami, „Odpis umowy z dnia 6 IX 1926 r. pomiędzy Departamentem III Artylerii i Uzbrojenia MSWojsk a firmą «Protekta»”, „Wykaz dochodów i wydatków oraz oszczędności gen. bryg. Michała Żymierskiego w czasie pobytu we Francji w latach 1921/1922 i 1923” i „Wykaz poborów gen. bryg. Michała Żymierskiego od 1 października 1924 do 31 sierpnia 1926 r.”.

Przypomnijmy najważniejsze momenty rozprawy głównej. 8 lipca Michał Żymierski przedstawił sądowi oświadczenie, sygnalizowane i zapowiadane przez niego znacznie wcześniej, o tzw. jednostronności prowadzonego przeciwko niemu śledztwa. Znalazło się w nim m.in. następujące stwierdzenie: „sędziemu śledczemu robiłem zarzuty, że tenże nie mogąc znaleźć dowodów w przekroczeniach służbowych – szukał ich w mojem życiu prywatnym, poczynając od kolebki. Była to jedna udręka”8.

Już następnego dnia tj. 9 lipca pewne fragmenty prywatnego życia Michała Żymierskiego stały się własnością publiczną. Powołany przez prokuraturę na świadka Alfred Zbyszewski, kierownik Wydziału Wywiadowczego Ministerstwa Skarbu, szczegółowo opisał przed sądem swoją rozmowę z Martą Bielecką, wspomnianą już kochanką generała, stwierdzając m.in. „Gen. Żymierski do tego stopnia terroryzował p. Bielecką, że postanowiła pozbawić się życia. W tym celu odkręciła kurki gazowe. Pogotowie w stanie bardzo ciężkim odwiozło ją do szpitala”. Sprawozdawcy prasowi odnotowali także na łamach gazet następujący dialog między prokuratorem (p) a świadkiem (ś). P.: „Czy nie mówiła p. Bielecka, że musiała spoliczkować gen. Żymierskiego? Ś.: Proszę o zwolnienie mnie z tej odpowiedzi”. Tu do dialogu włączył się adwokat Michała Żymierskiego wnosząc o zarządzenie przez sąd rozprawy tajnej. Uzasadnił swój wniosek interesami wojskowymi i naruszeniem pewnych zasad przyjętej obyczajowości. Wniosek adwokata został jednak oddalony a świadek Zbyszewski stwierdził, że Marta Bielecka mówiła mu, iż „spoliczkowała gen. Żymierskiego dwukrotnie w czasie kłótni, której podłożem było postępowanie generała wobec niej”9. „Wielkie poruszenie”, jak relacjonował reporter „Gazety Warszawskiej”, „wywołało wejście na salę św. Orłowej ...Ubrana była skromnie, ale elegancko, zeznawała – jak pisano – cicho, głosem z lekka drżącym, jakby przez łzy”10. Inna gazeta codzienna zeznania Orłowej relacjonowała następująco: „Generała Żymierskiego... poznałam – jak mówiła – w Borysławiu – w 1919 r. Nawiązaliśmy wkrótce bliższą znajomość i zostałam jego narzeczoną. Mieszkaliśmy jakiś czas w Grodnie, a potem przez dwa lata w Paryżu. Po przyjeździe do Paryża miałam swoje oszczędności w sumie 3000 dolarów. Gospodarstwo prowadziliśmy wspólnie. (...) W Paryżu zajmowaliśmy 2 pokoje. Życie prowadziliśmy skromne. Gen. Żymierski posyłał swojej rodzinie 100–150 franków. Razem nasze wydatki wynosiły 1400 fr. miesięcznie”. Na pytanie przewodniczącego składu sędziowskiego o wysokość ewentualnych oszczędności generała Żymierskiego we Francji Orłowa oceniła je na około 2000 dolarów. Po tej odpowiedzi mówiła dalej: „Po przyjeździe do Warszawy wystąpiłam z prośbą o zwrot moich pieniędzy, bowiem między nami stosunki zmieniły się zasadniczo. Zgodziłam się na 10 000 zł, na które generał dał mi kartkę do (Józefa) Saksona. Gotówki na rękę nie otrzymałam, natomiast procent od tej sumy. Od jakiegoś czasu zupełnie zaprzestali mi wypłacać procenty przeto sprawę oddałam adwokatowi. Gdy zwróciłam się do Czerskiego w tej sprawie – odpowiedział, że zwróci pieniądze o ile gen. Żymierski sceduje je na moje imię”11. Jednocześnie Orłowa wyjaśniła, że szkice Jana Piotra Norblina (1745–1830), grafika, rysownika i malarza, jednego z czołowych artystów okresu Oświecenia w Polsce, kupował w Paryżu Żymierski za niewielką sumę pieniędzy.

11 lipca 1927 r. korzystne dla oskarżonego zeznania złożył gen. dyw. Władysław Sikorski, były minister spraw wojskowych i premier. Mówił przed sądem, że stał na stanowisku „popierania wytwórczości krajowej, która jednak była droższa od zagranicznej”. Wyjaśniał też, że po alarmach prasowych z końca 1925 r. odwiedził fabrykę masek przeciwgazowych w Radomiu, ale nie znalazł w niej nic takiego, co usprawiedliwiałoby podnoszone alarmy12.

12 lipca niekorzystne dla Michała Żymierskiego zeznania złożyli przed sądem kpt. inż. Józef Chrząszczewski i inż. Eugeniusz Berger, szef Wydziału Chemiczno-Gazowego Departamentu III Artylerii i Służby Uzbrojenia Ministerstwa Spraw Wojskowych. Wynikało z nich, że były zastępca szefa Administracji Armii zdecydowanie „przyśpieszał” załatwienie spraw popieranej przez siebie firmy „Protekta” przed innymi sprawami. Jedna z gazet poza warszawskich sprawozdanie z tego dnia procesu opatrzyła tytułem: „Niefortunny dzień generała Żymierskiego”, a w komentarzu redakcyjnym napisano: „Zauważyć należy, że «Protekta» jeszcze istnieje, ale dla wojska już nie pracuje. Ta część procesu była dla gen. Żymierskiego na ogół bardzo niefortunna. Okazało się niedwuznacznie, że wojsko nie otrzymało masek ani fabryki, a straciło dwa miliony”13.

Istotne znaczenie dla ogólnego obrazu sprawy miały zeznania złożone przed sądem 15 lipca przez byłego zastępcę szefa Departamentu III Ministerstwa Spraw Wojskowych płka Stanisława Muellera i kmdra Franciszka Sokołowskiego. Płk Mueller razem z kpt. Chrząszczewskim referowali Michałowi Żymierskiemu projekt umowy z „Protektą”. Przed sądem płk Mueller zeznał, że po wygłoszonym referacie ówczesny zastępca Szefa Administracji Armii zatrzymał akta sprawy u siebie, podkreślając iż „sprawę tę sam (chce) załatwić”. Stwierdził także, odpowiadając zresztą na pytanie prokuratora, że „nie odniósł wrażenia, by w tej sprawie wszystko było w porządku”. Komandor Sokołowski zaprezentował przed sądem pogląd, że „pierwszej produkcji masek krajowych należało dać nieco wyższe ceny, lecz nie w takiej wysokości jak to uczyniono, tj. aż o 40%”14.

Równie interesujące merytorycznie były złożone przed sądem 16 lipca zeznania mjra rez. Franciszka Sarnka, współorganizatora „Protekty”. Wyjaśniał on, że przystępując do realizacji projektu budowy fabryki masek przeciwgazowych w Polsce prowadził wstępne pertraktacje z grupą przemysłową Leona Skulskiego i Ryszarda Świętochowskiego, a także z Hipolitem Saunier. „W chwili, gdy pertraktacje dobiegały końca – zeznawał Sarnek – gen. Żymierski oświadczył mi, że należy nawiązać kontakt z Bankiem Zjednoczonych Kooperatyw, z posłem Popielem i Saksonem. Miałem z tego powodu obiekcje, gdyż uważałem grupę Skulskiego za solidną. Na to gen. Żymierski odpowiedział mi, że jest to życzenie gen. Władysława Sikorskiego, który ma na uwadze względy polityczne. Chcąc nie chcąc nawiązałem kontakt z tą grupą”. Sarnek mówił także, że: „w trakcie prowadzenia pertraktacji stosunki moje z gen. Żymierskim, uległy znacznemu oziębieniu i ze sprawami osobistymi nie zwracałem się do niego. Do gen. Żymierskiego odnosiłem się z pewnym niedowierzaniem, czemu dawały podstawę zażyłe stosunki z posłem Popielem i Saksonem (Żymierskiego – J.P.), którzy do sprawy obrony gazowej nie okazali wcale zainteresowania. Odniosłem wrażenie – zeznawał Sarnek – że z tego stosunku może wyniknąć tylko «geszeft»”15. Stwierdził także, że „nie przyjaźń posła Popiela z gen. Żymierskim a «geszeft» wprowadził grupę «Sakson–Popiel» do «Protekty». Mówił także, iż właśnie ten «geszeft» oddalił go od gen. Żymierskiego”16.

19 lipca zeznawała przed sądem Marta Bielecka. W „Gazecie Warszawskiej

– Porannej” pisano o niej jako o ex narzeczonej generała. W pełni potwierdziła swoje wyjaśnienia, które złożyła Alfredowi Zbyszewskiemu, urzędnikowi Ministerstwa Skarbu, dodając do nich szereg intrygujących szczegółów. Sprawozdawca „Polski Zbrojnej” w następujący sposób relacjonował: „Gen. Żymierski tyranizował panią B(ielecką), która z tego powodu dwukrotnie go spoliczkowała oraz usiłowała pozbawić się życia. Gen. Żymierski: «Chciałem wyjaśnić, że nie było to spoliczkowanie, bowiem p. Bielecka, pewnego wieczoru siłą weszła do gabinetu w restauracji Lagnera, gdzie zrobiła mi scenę zazdrości, mdlejąc, krzycząc itd.». Świadek Biel(ecka): «Inne przyczyny skłoniły mnie do wejścia do gabinetu. Ponieważ gen. Żymierski znajdował się w towarzystwie mojej siostrzenicy, a nie chcąc dopuścić do jej kompromitacji – weszłam wówczas siłą»”17. Zarówno zeznania Jadwigi Orłowej jak i Marty Bieleckiej były swoistymi perełkami w nudnej na ogół warstwie merytorycznej procesu o nadużycia gospodarcze czy korupcję. Skonstatujmy przy tym, że zachowanie byłej żony dyrektora borysławskiego liceum przed warszawskim wojskowym sądem było o wiele bardziej eleganckie niż znanej artystki scen warszawskich. Nic więc dziwnego, że postawa i zachowanie Jadwigi Orłowej budziły publiczną sympatię. Nie można jednak tego odnieść do drugiej z kobiet związanych z Michałem Żymierskim, którą prasa, a także opinia publiczna traktowała z lekkim przekąsem.

Bardzo ważne znaczenie dla całokształtu procesu dowodowego miały złożone przed sądem 22 lipca i na tajnym posiedzeniu sądu 8 sierpnia 1927 r. zeznania świadka inż. Edmunda Kummanta, dyrektora fabryki „Mundur”. Był to wysokiej klasy specjalista w zakresie produkcji masek przeciwgazowych. Miał na swoim koncie dostawę około 2 milionów sztuk masek dla armii rosyjskiej. Parametry użytkowe tych masek plasowały je na czołowym miejscu w świecie. Kummant uważał mjra Sarnka za „analfabetę w sprawach przeciwgazowych”. Oceniał, że umowa zawarta przez MSWojsk na produkcję masek z „Protektą” jest niekorzystna dla interesów wojska, że załatwiano ją źle od początku do końca, uważał że maska typu ARS, produkowana przez „Protektę” w ogóle nie nadaje się do obrony przeciwgazowej i nie odpowiada warunkom technicznym instrukcji opracowanej przez Departament III MSWojsk. Niezależnie od tego krytycznie ocenił lokalizację produkcji masek. Uważał, że powinny być produkowane w wielu zakładach, a nie w jednym. O takim stanowisku w tej sprawie decydowały możliwości zniszczenia fabryki podczas bombardowania lotniczego. Inż. Kummant chciał produkować maski przeciwgazowe w Polsce. Uważał, że do złożenia bezpośredniej oferty ministrowi spraw wojskowych nie dopuścił właśnie generał Żymierski18. Podjęte przez Kummanta problemy kontynuował w swoich zeznaniach przed sądem dr Józef Bednarz, lekarz medycyny, były naczelnik Wydziału Przeciwgazowego w Głównym Zarządzie Artylerii Armii Rosyjskiej w Moskwie. Wyjaśnienia jego zostały utajnione, a rozprawa odbywała się przy drzwiach zamkniętych. W warszawskiej prasie pojawiło się tylko domniemanie następującej treści: „Podobno wyjaśnienia dra Bednarza były wprost rewelacyjne i w wysokiej mierze niekorzystne dla gen. Żymierskiego”19. Jak informuje nas protokół rozprawy tajnej z 10 sierpnia 1927 r. dr Bednarz zdecydowanie negatywnie ocenił typ maski przeciwgazowej produkowanej przez „Protektę”. Uważał, że ma prawo wypowiadać się w tych kwestiach, jako że ma za sobą około 13-letnie doświadczenie w przygotowaniu i produkcji masek dla armii rosyjskiej. Ocenił, że „transplantacja francuskiej fabryki na grunt polski jest rzeczą, która nie wytrzymuje próby i nie wytrzyma”. Dr Berman wysoko oceniał maski produkowane w Rosji. Uważał, że ich duża wartość użytkowa wynikała z dobrej jakości gumy produkowanej w Rosji od 1915 r. Maskę przeciwgazową typu ARS Berman kwalifikował do „wyrobów gorszych w porównaniu z innymi” (angielskimi, amerykańskimi). Konkluzja zeznań dr Bermana sprowadzała się do wniosku, że w Polsce „Protekta” uruchomiła produkcję masek przeciwgazowych złej jakości i przestarzałych20. Jako niepoważnego kontrahenta potraktował „Protektę” świadek, płk Władysław Wielowiejski, oficer Korpusu Kontrolerów, który na polecenie gen. bryg. Romana Góreckiego kontrolował wykonanie umowy zawartej między wspomnianą firmą a Ministerstwem Spraw Wojskowych. W zeznaniach swoich stwierdził także, że „szefostwo Administracji Armii jest jeszcze nieprzygotowane odpowiednio” do produkcji masek przeciwgazowych. Nadto uznał, że udzielane przez MSWojsk zaliczki dla radomskiej fabryki masek przeciwgazowych były niezgodne z zawartą umową. Wyjaśniał, że zaliczki w ogóle nie powinny być udzielane przed uruchomieniem fabryki21. O kondycji finansowej producenta masek negatywnie wypowiedzieli się 2 sierpnia 1927 r. biegli – rzeczoznawcy. Ppłk Staszewski (również w imieniu mjra Mariana Chechlińskiego) stwierdził przed sądem, oczywiście po zbadaniu ksiąg buchalteryjnych Banku Zjednoczonych Kooperatyw i „Protekty”, że kapitał zakładowy „Protekty” w sumie 400 000 zł nie został w ogóle wpłacony, chociaż w księgach figurowały dwie fikcyjne wpłaty, wyraził także opinię, iż księgi rachunkowe tego banku prowadzone były na podstawie fikcyjnych dokumentów22.

Inny nurt oskarżenia to osobiste korzyści generała Żymierskiego w zamian za poczynione ułatwienia. Prokurator starał się udowodnić oskarżonemu, że jego stan majątkowy, tak podczas studiów w Paryżu jak i później w Warszawie, nie pozwalał na jakiekolwiek oszczędności, oraz co – wydaje się oczywiste – na wystawny tryb życia. Akt oskarżenia zarzucał Żymierskiemu, że od francuskiego wspólnika „Protekty” otrzymywał łapówki pod postacią ugoszczeń w restauracjach, korzystania z luksusowego samochodu na wycieczki po Francji, wreszcie przez przyjęcie gotówki w postaci jednego tysiąca złotych oraz 878 dolarów amerykańskich, a także 6000 akcji fabryki „Ursus”. Żymierski zdecydowanie zaprzeczał. Mówił, że „będąc odkomenderowany na studia do Paryża miałem możność poczynienia tam oszczędności. Wynagrodzenie otrzymywałem dobre. Początkowo diety dzienne wynosiły 60 franków, potem 65 franków. Poza tym pozycją dochodową były specjalne dodatki za podróże służbowe, które w czasie studiów odbywały się bardzo często. Jeżeli się zważy, że podróże i kwatery były zupełnie bezpłatne – to łatwo zrozumieć, że całkowite należne pobory można było zaoszczędzić”23. 5 sierpnia oskarżony przedstawił sądowi odpowiednie swoje wyliczenia, z których wynikało, że we Francji zaoszczędził 16 230 franków, co wydaje się być sumą znaczącą. Kwotę tę, jak zeznawał przed sądem, zamienił po powrocie do kraju na 700 dolarów, pozostawiając sobie do dyspozycji 3000 franków. Akcje, głównie „Parowozu”, miał kupić dla niego na przełomie 1922 i 1923 r. ppłk Ludwik Rudka, jego były podwładny za znaczną kwotę pieniędzy, którą otrzymał od Michała Żymierskiego24.

Jednym z pierwszych powołanych przez sąd świadków, mających potwierdzić lub zaprzeczyć tej tezie aktu oskarżenia był płk Władysław Anders, dowódca 2 Samodzielnej Brygady Kawalerii. Na temat wspólnego z Żymierskim pobytu w Paryżu m.in. mówił: „Przebywaliśmy tam w ciągu dwóch lat. Z generałem Żymierskim żyłem bliżej i znałem jego tryb życia. Był bardzo skąpy i oszczędny. Wydawał może najmniej spośród oficerów przebywających na studiach. Początkowo nasze diety wynosiły po 58 franków dziennie, później zaś podniesiono do 65 franków. Ponadto pobieraliśmy za podróże. Z pieniędzy tych można było zaoszczędzić. Sądząc ze skromnego trybu życia gen. Żymierskiego – mógł on zaoszczędzić miesięcznie po kilkaset franków”25. Zapytany przez prokuratora, czy sam zgromadził jakieś oszczędności Anders odpowiedział negatywnie. Stwierdził jednak, że „prowadził życie mniej oszczędne”, niż oskarżony.

Diametralnie odmienne zeznania w tej kwestii złożył przed sądem płk Jerzy Ferek-Błeszyński, szef Departamentu I MSWojsk, kolega Żymierskiego z tego samego rocznika paryskiej szkoły wojennej. Mówił m.in.: „z gen. Żymierskim blisko nie żyłem – wobec czego nie mogę o nim powiedzieć. Ponieważ żyłem w tych samych warunkach co i generał przeto będę mówił o sobie. Diety dzienne wynosiły 65 franków i nie starczały na utrzymanie. Wszyscy żyliśmy skromnie”26. Na pytanie przewodniczącego składu orzekającego dotyczące ewentualnych oszczędności Żymierskiego poczynionych podczas studiów we Francji odpowiedź świadka była następująca: „Przy nadzwyczajnych oszczędnościach kilka tysięcy franków”. Błeszyński kwestionował możliwość poczynienia jakichkolwiek oszczędności z diet wypłacanych oficerom za udział w podróżach szkolnych. Wynosiły one 20 franków dziennie i zdaniem świadka nie wystarczały na pokrycie wszystkich potrzeb. Mówił także o niskim uposażeniu oficerów polskich studiujących za granicą.

Problem ten, z upoważnienia paryskiego środowiska oficerów polskich studiujących w Es de G, Michał Żymierski referował ministrowi spraw wojskowych, jednak bez rezultatu. O skromnych warunkach bytowych oficerów polskich studiujących w Paryżu zeznawał 9 sierpnia 1927 r. por. żand. Romuald Szczęsny, oficer do specjalnych zleceń 1 dyonu żandarmerii. Delegowany został służbowo przez prokuraturę do Paryża w celu przeprowadzenia niektórych czynności śledczych związanych ze sprawą Żymierskiego. Na podstawie rozmów przeprowadzonych z oficerami polskiej Misji Zakupów w Paryżu przedstawił sądowi opinię, że pobierane przez nich diety „wystarczają jedynie na bardzo skromne utrzymanie, z czego oszczędzać jest rzeczą niemożliwą”27. Spraw pobytu Żymierskiego w Paryżu w okresie studiów dotyczyło odczytane przed sądem 18 sierpnia (34 dzień procesu) zeznanie lektora języka polskiego w Es de G mjra Szt. Gen. Józefa Teslara. W zeznaniu tym oceniał on Żymierskiego jako człowieka: „wysokich ambicji, gwałtownego i lekkomyślnego”. Tryb życia byłego dowódcy 2 Dpl. eg. w Paryżu oceniał jako skromny. Od czasu do czasu pożyczał mu zresztą jakieś kwoty pieniędzy. Negatywnie ocenił stosunek Żymierskiego do Jadwigi Orłowej, która skarżyła się Teslarowi, że wykorzystywana jest przez byłego legionistę do najniższych posług28. W sumie tak zeznania jak odczytane dokumenty nie potwierdziły wyjaśnień Michała Żymierskiego dotyczących poczynionych przez niego oszczędności podczas studiów w Paryżu.

Materiał dowody dość jednoznacznie wskazywał na to, że kwota 10 000 zł przekazana przez Józefa Saksona Jadwidze Orłowej była świadczeniem dyrektora Banku Zjednoczonych Kooperatyw na rzecz Michała Żymierskiego w zamian za wyświadczone uprzejmości. Oskarżony podczas śledztwa i procesu wyjaśniał, że kwotę tę, przeznaczoną na zaspokojenie pretensji Jadwigi Orłowej, pożyczył mu Włodzimierz Dybczyński, jeden z jego przyjaciół. Koronnym dowodem w tej sprawie był bilet wizytowy generała Żymierskiego, na którym oskarżony napisał pokwitowanie otrzymanej kwoty. Prokurator z kolei uważał, że stan majątkowy Włodzimierza Dybczyńskiego nie pozwalał na tak znaczącą uprzejmość w stosunku do generała, a pokwitowanie na bilecie wizytowym powstało podczas śledztwa. Wniosek swój prokuratura oparła na dokładnym przebadaniu stanu majątkowego Dybczyńskiego. Badanie to na polecenie prokuratury przeprowadził w majątku Lubitów, pow. Kowel, chor. żandarm. Marian Nowicki z Kowla. Ustalił on, że majątek ziemski Włodzimierza Dybczyńskiego mógł przynieść w skali rocznej co najwyżej 2000 zł dochodu. Ziemia była najgorszej klasy i bez żadnych zabudowań. Prokuratura ustaliła ponadto w Izbie Skarbowej, że właściciel majątku, jak do tej pory, nie składał żadnego zeznania o dochodzie, a także, że nie płacił żadnego podatku29. Chor. Nowicki złożył odpowiednie zeznania przed sądem...

W sprawie pokwitowania Żymierskiego na bilecie wizytowym powołany został na świadka sędzia śledczy mjr dr Konrad Zieliński. Zeznawał on przed sądem: „Moje przypuszczenie było takie, że kwit ten został doręczony świadkowi (tj. Włodzimierzowi Dybczyńskiemu – J.P.) już w czasie pobytu generała Żymierskiego w więzieniu. Przypuszczenie to opierałem na tym, że na podstawie pewnych faktów doszedłem do przekonania, iż gen. Żymierski utrzymuje kontakt ze światem zewnętrznym i tą drogą mógł doręczyć świadkowi wiadomy kwit. Przypuszczenie to opierałem – mówi Zieliński – na następujących faktach, a mianowicie wpadł mi w ręce niecenzurowany list gen. Żymierskiego pisany do znajomej. Następnie list do rodziny, którą prosi, by mu dostarczyła jedwabnej koszuli, gdyż ma widzieć się ze znajomą. Doszedłem do przekonania, że widzenie to odbyło się bez świadków, i że gen. Żymierski utrzymywał kontakt ze światem zewnętrznym”30. Bilet wizytowy poddano ekspertyzie chemicznej. Chodziło przy tym o ustalenie czy pisany był tym samym ołówkiem, który znaleziony został w celi Michała Żymierskiego. Ekspertyza była dla generała niekorzystna. Powołani eksperci uznali, że tekst na bilecie pisany był ołówkiem typu „Koch i noor”, a więc takim samym, jaki znajdował się w celi31.

Z wystąpieniami tymi polemizował Stanisław Szurlej. Stwierdził m.in.: „Ja nie widzę żadnej sprzeczności w zeznaniach świadka Dybczyńskiego. Przypuśćmy jednak, że świadek przed władzami skarbowymi zeznał nieprawdę. Nie znaczy to jednak, aby w sądzie mówił nieprawdę. Z zeznań o dochodzie nie można wyciągać wniosków, póki nie będzie przeprowadzone dochodzenie skarbowe. A dalej niezapłacenie podatku, co zarzuca się świadkowi, nie znaczy jeszcze, że jest niezamożny. Argumentem niepoważnym nazwał Szurlej sprawę biletu wizytowego: „Sędzia śledczy widzi w tem i romantyczną koszulę i romans w cztery oczy, albo przesłanie biletu z koszulą, albo przesłanie biletu przez damę”. Mówił także, że ustalać pewne fakty obecnie, nie czekając na całokształt sprawy jest niebezpieczne, bowiem może się okazać w pewnym momencie, iż dalszy ciąg procesu jest zbędny32. Ta ostatnia uwaga odnosiła się do przewodniczącego składu sądzącego, który na początku piętnastego dnia procesu, po analizie dokumentów dotyczących stanu majątkowego Włodzimierza Dybczyńskiego powiedział: „finanse pana Dybczyńskiego pozostają w stanie opłakanym, a majątek przez niego posiadany jest bardzo zadłużony”. Swoją drogą Stanisławowi Szurlejowi nie można odmówić racji w ocenie prezentowanego przez prokuraturę w tej kwestii materiału dowodowego. Ocenę kondycji finansowej Dybczyńskiego na polecenie sądu przeprowadzili biegli sądowi ppłk Staszewski oraz mjr Chechliński. Po przestudiowaniu szeregu dokumentów sformułowali opinię, że udzielenie przez niego pożyczki Michałowi Żymierskiemu w kwocie 10 000 zł było praktycznie niemożliwe, gdyż był zapożyczony na kwotę 10 450 zł, z których na przestrzeni kilku lat udało mu się spłacić zaledwie 1000 zł. 10 sierpnia 1927 r. Włodzimierz Dybczyński został aresztowany. Sąd uznał, że świadek w sposób świadomy zeznał nieprawdę. 11 sierpnia został on przekazany do dyspozycji sędziego śledczego II Okręgu miasta Stołecznego Warszawy.

19 sierpnia 1927 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił sankcje zastosowane wobec świadka Dybczyńskiego. Za słuszny uznał wniosek jego adwokata, Mieczysława Goldszteina, który w skardze na decyzje podjęte w stosunku do jego klienta m.in. stwierdził: „...jak długo sprawa jen. Żymierskiego zakończona nie zostanie, jak długo w sprawie tej gromadzony jest materiał (dowodowy – J.P.) czyn wstępny fałszywego zeznania nie może być uznany za spełniony, albowiem materiał dowodowy może się jeszcze zmienić i stać się przydatny do wydania wyroku”33.

13 sierpnia miało na sali sądowej kolejne drastyczne zdarzenia. Zeznawał Józef Sakson. Między nim a adwokatem Stanisławem Szurlejem oraz biegłym sądowym (rzeczoznawcą) wywiązała się następująca dyskusja: Szurlej: – „Czy kapitał zakładowy «Protekty» został wpłacony?”, Sakson: – „Tak”. Po tej odpowiedzi Szurlej zwrócił się do biegłego: – „Czy to jest prawda?” Odpowiedź rzeczoznawcy, ppłk. int. Staszewskiego była następująca: – „Z całą stanowczością stwierdzam, że to jest nieprawda. Wszystkie sumy są zjawą, fikcją. Pan Sakson stara się przekonać Wysoki Sąd gołosłownym twierdzeniem – do mnie zaś, przemawiają cyfry. To co mówi pan Sakson nie jest uwidocznione w księgach. Komu więc wierzyć: księgom czy Saksonowi?” Odpowiedź Saksona brzmiała: – „Oczywiście mnie”34. Sąd po spisaniu protokołu z jego zeznań, odesłał go pod eskortą policjanta do dyspozycji prokuratora przy Sądzie Okręgowym w Warszawie.

W połowie sierpnia 1927 r. rozprawa główna przeciwko oskarżonemu Michałowi Żymierskiemu i Michałowi Burgiełłowi-Mączyńskiemu weszła w fazę końcową. Przez kilka dni odczytywano różnego typu dokumenty załączone przez prokuraturę do akt sprawy. 23 sierpnia po odczytaniu przed sądem tajnej części raportu świadka inżyniera Bergera generał Żymierski oświadczył: „...inż. Berger był dla mnie wyrocznią

w sprawach gazowych, dopiero na rozprawie głównej dr Bednarz dał inne oświetlenie sprawy – przed tem nic nie wiedziałem o dr. Bednarzu, a obecnie uznaję i dochodzę do przekonania, że rozumowania dr. Bednarza są słuszne i trafiają mi do przekonania”. W protokole rozprawy zanotowano także, że: „Oskarżony generał podkreśla, że gdyby w krytycznym czasie posiadał opinie dra Bednarza, to by całą sprawę gazową skierował na inne tory, co się tyczy Kummanta to oskarżony jeszcze raz oświadczył, że wszyscy do Kummanta odnosili się krytycznie”35. Jak się wydaje, oświadczenie to było swoistym przyznaniem się do popełnienia błędu o charakterze merytorycznym.

Uwagę prasy zwróciło natomiast inne oświadczenie Michała Żymierskiego, złożone w trakcie jawnej części rozprawy. Dotyczyło ono Józefa Piłsudskiego. W „Polsce Zbrojnej”, w relacji z 38 dnia rozprawy zanotowano następującą wypowiedź oskarżonego: „o marszałku Piłsudskim odzywał się niezmiennie z najwyższym uznaniem i zawsze wyrażał opinię, iż bitwa warszawska jest wyłączną zasługą marszałka”36.

24 sierpnia 1927 r. po 38 dniach rozprawy głównej przewodniczący składu sądzącego gen. bryg. Bronisław Sikorski ogłosił postępowanie dowodowe za zamknięte. Następnego dnia (25 sierpnia) mowę oskarżycielską wygłosił ppłk KS Zygmunt Rumiński, prokurator. Mówił on m.in. o wadze jaką przykładano w Polsce do „obrony przeciwgazowej”. Jak twierdził, „fabryka masek powstać musiała”. Była to jego zdaniem konieczność państwowa. Osiągnięcie tego celu wymagało spełnienia trzech warunków tj.: niedużego nawet kapitału zakładowego, obywania się przez pierwszy rok istnienia fabryki bez zysków oraz, co zostało szczególnie podkreślone: „czystości rąk tych ludzi, którzy nią kierowali”. Tymczasem, jak oceniał prokurator, ani jeden z tych warunków nie został wprowadzony w życie: „Ludzie byli niesolidni, ciągnięto od razu niepomierne zyski, kapitału nie wpłacono żadnego, Bank Zjednoczonych Kooperatyw i «Protekta» były to towarzystwa wzajemnej adoracji, wspierające się nieustannie, ale dla celów występnych, bo dla ukrywania istotnego stanu rzeczy. Trzeba było niesłychanie biegłych rzeczoznawców, aby te księgi zanalizować, nadużycia wykryć, fałszywe pozycje ujawnić (...). Tu czterysta tysięcy, tam dwieście, gdzie indziej sześćset. Wszystko to były pozycje fikcyjne. Istnieli bowiem ludzie podstawieni, w rodzaju pana Parczewskiego, którym dawano do podpisu jedne kwoty za drugimi, a ci podpisywali co się dało byle handel szedł (...). A teraz co na to wszystko szefostwo administracji armii? Oto szczyty tego szefostwa w osobie generała Żymierskiego popierały owe machinacje i nieustannym strumieniem sączyły złotodajne soki w żyły lukratywnych przedsiębiorstw”. Prokurator szczegółowo zaprezentował ustalenia śledztwa, w których m.in. znalazło się stwierdzenie: „Oszczędności żadnych Pan Generał nie posiadał i przywieźć ich znad Sekwany nie mógł.

A rok po powrocie, nagle likwiduje swój stosunek do przyjaciółki za 10 000 zł”. Wreszcie w zakończeniu swej mowy wręcz wołał: „Panowie sędziowie, jeżeli wszyscy wobec prawa mają być równi, to jednak surowiej musimy sądzić tych co stoją u góry, niż tych co u dołu, choćby dla samego przykładu. Oskarżając gen. Żymierskiego o łapownictwo i nadużycie władzy wyrażam żal, że ten człowiek, który tak świetnie rozpoczął w atmosferze legalizmu legionowego swoją błyskotliwą karierę, doszedł aż tu, do ławy oskarżonych, gdzie bodaj nigdy już więcej nie znalazł się ani jeden mundur generała wojsk polskich. Oskarżony mógłby o sobie powiedzieć słowami Krasińskiego: «Wszystko mi dałeś co dać miałeś Panie». I wszystko stracił”37. Jednocześnie zażądał dla oskarżonego generała możliwie najsurowszego wymiaru kary.

Prokurator wycofał oskarżenie w sprawie przeciwko ppłk Michałowi Burgiełłowi-Mączyńskiemu. Zrezygnował z oskarżenia Michała Żymierskiego o nadużycia podczas dostaw dla armii agregatów firmy „Breda”. Jednocześnie zastrzegł odrębne ściganie generała o to, że: „w czasie przewodu sądowego dopuścił się zniewagi sędziego śledczego ppłka dr. Zielińskiego, a więc osoby urzędowej z powodu wykonywania przez niego obowiązków służbowych (...) oraz o to, że dopuścił się na rozprawie głównej zniewagi emerytowanego ppłka Kukowskiego, który żąda z tego powodu ukarania Michała Żymierskiego”. Prokurator zapowiedział również ściganie ppłka rez. Burgiełła-Mączyńskiego za zniewagę sędziego śledczego. Wnioski prokuratora w tych sprawach sąd uznał za słuszne.

26 sierpnia 1927 r. (czterdziesty dzień procesu) był dniem popisu krasomówczego mecenasa Stanisława Szurleja. Obrońca generała przede wszystkim zwrócił uwagę na to, że jego przyjaźnie z posłem Karolem Popielem i dyrektorem banku Józefem Saksonem nie mogą go kompromitować. Byli to bowiem, w okresie trwania przyjaźni, ludzie darzeni powszechnym zaufaniem i cieszący się dobrą opinią. Jeżeli chodzi o zarzucaną Żymierskiemu „sprzedajność” mec. Szurlej m.in. mówił: „Zapewne nie pochwalam i ja tego, że generał polski chodzi z dostawcami na kolację do gabinetów i to w asyście kobiety, ale przecież od kroków może nietaktownych do przestępstwa, do zbrodni zarzucanej mu, czyli łapownictwa – droga bardzo daleka”. Do oskarżenia o „nadużycie władzy” Stanisław Szurlej odnosił się następująco: „Czyż może być mowa o ścisłym sprecyzowaniu tego zarzutu, jeżeli w czasach, do którego on się stosuje nie było jeszcze rozgraniczonej kompetencji, a widzimy to niejednokrotnie i dziś się sprawy różnych departamentów wzajemnie zazębiają. Było tu powiedziane przez oskarżyciela publicznego, że gen. Żymierski ma pewne zasługi ponieważ posiada ordery. Ale gdyby nawet ich nie posiadał to mu pozostaną inne odznaki za wierną służbę dla Ojczyzny: szesnaście blizn, złamana ręka, złamana noga i przebite na wylot piersi. I czy możliwe jest aby ten człowiek, który młode życie swoje i zdrowie niósł w ofierze dla Polski i to nie dla kariery, bo ta Polska mu jej jeszcze zapewnić między 1914 i 1918 rokiem nie mogła – żeby ten człowiek ją okradał? Nie! Stanowczo, w tem wszystkim kryje się jakaś tragiczna tajemnica, potworne nieporozumienie. Choćby z tymi 10-cioma tysiącami, co do których przypuśćmy nawet, że Dybczyński nieudolnie skłamał. Może tu zaszedł wypadek, że dla ratowania czyjegoś honoru trzeba było poświęcić własny? Panowie sędziowie – mówił Szurlej. Ja chyba całem swojem życiem zasłużyłem sobie na to aby mi wierzono. A ja oświadczam uroczyście, że widzę taką właśnie możliwość. Skoro więc istnieje ona w mojej świadomości nie wątpię, że powstanie i w waszej. A przy najmniejszej bodaj wątpliwości co do winy oskarżonego skazać go nie możecie”38.

27 sierpnia 1927 r. w ramach replik oskarżenia i obrony jeszcze raz przemawiali prokurator i adwokat. Ppłk KS Zygmunt Rumiński stwierdził m.in., że: „Z rozmaitych opinii o gen. Żymierskim wygłaszanych tu (na sali sądowej) półgłosem przez świadków i nieświadków można by stworzyć 170 tomów oskarżenia. Wreszcie zarzut jeszcze jeden, generał oskarżony oddał wielkie zamówienie grupie politycznej czego nie dopuszcza konstytucja. Z tego samego już tytułu powinien być ukarany dla odstraszenia innych”39. W swojej replice Szurlej m.in. podkreślił, że: „za stu niedomówionych zarzutów puszczonych półgębkiem może by się utworzyło 170 tomów oskarżenia. Ale tam gdzie chodzi o honor munduru plotką walczyć nie wolno”. W całej warszawskiej i pozawarszawskiej prasie odnotowano apel Szurleja do Józefa Piłsudskiego i interwencję. Adwokat Żymierskiego wołał: „A wreszcie jest ktoś ważny, Naczelny Zwierzchnik Generała. Chciałbym aby te słowa przedostały się przez mury sądu i dotarły do niego. Niech usłyszy, że jego żołnierzowi dzieje się krzywda”40. Oczywiście odpowiedzi na to wołanie nie było.

29 sierpnia 1927 r. od godz. 1000 ostanie słowo wygłaszał przed sądem oskarżony. Rozpoczął je od stwierdzenia, że do zabrania głosu na końcu procesu zmuszają go nie względy formalne, dopuszczone procedurą, lecz wynikają z: „Obowiązku żołnierskiego obrony swego honoru i swego munduru, którego nie splamiłem w przeciągu 17 lat służby. Ostatnie moje słowo – mówił Michał Żymierski – to będzie ostatni mój wysiłek, abym nie stał się ofiarą pomyłki, zemsty, insynuacji czy podejrzeń”. Nie zgadzał się, co jest oczywiste, z wieloma tezami aktu oskarżenia. Uważał, że tryb i terminy zawierania przez MSWojsk umowy z „Protektą” nie naruszały żadnych normatywnych ustaleń w tych sprawach. Był co najmniej uszczypliwy w podkreśleniu codziennej obecności na rozprawie inż. Kummanta, oczywiście już po przesłuchaniu go w charakterze świadka. Niedwuznacznie podkreślał rolę byłego producenta masek dla armii rosyjskiej w konstruowaniu aktu oskarżenia przeciwko sobie. Stwierdził, że: „maski z drugiej dyspozycji, wyrabiane w 1926 r. były już całkowicie dobre”, w przeciwieństwie do masek z tzw. pierwszej dyspozycji. Do sprawy zaliczek dla „Protekty” odniósł się w następujący sposób:

„Zaliczki udzielane «Protekcie» były wyjątkiem, ale nie wyjątkiem uczynionym tylko dla tej fabryki. Były one związane z ogólną sytuacją finansową kraju i chodziło wówczas o popieranie przemysłu”. Kwestię przekupstwa i łapówki oraz własnego stanu materialnego potraktował dość ogólnikowo, m.in. stwierdzając: „w sprawach osobistych prokurator tak pozazębiał kwestie moich oszczędności z moim kontem w banku, że ja sam przestałem rozumieć. Zdawało się, że mam halucynacje”. Zamknął ten problem, następującą wypowiedzią: „Więcej o tych sprawach mówić nie będę, bo trudno walczyć z podejrzeniami i przypuszczeniami”. Znaczące miejsce w ostatnim słowie oskarżonego zajął swoisty opis i analiza dotychczasowego przebiegu swojej wojskowej kariery. Kwestię tę rozpoczął od następującego stwierdzenia: „trudno mi pominąć milczeniem zarzut, że ja zwalczałem swego najwyższego zwierzchnika, a przecież p. Marszałek Piłsudski był moim nauczycielem. Nauczył mnie bić się pod swoim kierunkiem. Był to więc zarzut dla mnie bardzo przykry”. Jakby dla podkreślenia związków z Piłsudskim i środowiskiem oficerów I Brygady podniósł swoją rolę w organizacji przejścia II Brygady przez front pod Rarańczą. Stwierdził, że to on, a nie gen. Haller, był organizatorem tej akcji. „Jeżeli milczałem dotychczas o tym – mówił Żymierski – to dlatego, że żołnierz swe czyny pokrywa milczeniem. Przypuszczałem, że historia wyświetli to ściśle, co było przypisywane gen. Hallerowi”. Ostatnie zdania wystąpienia oskarżonego generała były następujące: „Jestem żołnierzem i nie przychodzę po przebaczenie. Winnym się nie czuję. Gdybym się czuł winnym sam bym wymierzył sobie sprawiedliwość. Śmierci się nie lękam i zbyt lekceważę sobie życie. Jeżeli tego nie uczyniłem, że wierzę w swoją niewinność i w sprawiedliwość sądu”41. Sprawozdawca „Polski Zbrojnej” skomentował tę mowę następująco: „Spowiedź wczorajsza gen. Żymierskiego nie miała w sobie tonu skruchy. Generał do żadnej winy się nie przyznaje. Uważa, że munduru niczym nie splamił. Jest ufny w bezstronność sędziów, do której apeluje”42. Sprawozdawcę zastanowiło przy tym swoiste afiszowanie się w końcowym wystąpieniu oskarżonego przyjaźnią podczas studiów Paryżu z płk Andersem, a także brak szerszego odniesienia się do kwestii przekazania Jadwidze Orłowej przez Józefa Saksona kwoty 10 000 zł.

(ciąg dalszy w następnym numerze)

Przypisy

1 „Polska Zbrojna” 1927, nr 179 z 3 lipca.

2 CAW. Prot. 1828/93, t. 18, k. 1. Protokół posiedzenia niejawnego członków sądu wojskowego spisany 4 lipca 1927 r. Relacje z pierwszego dnia rozprawy: „Gazeta Warszawska – Poranna” 1927,

nr 182 z 5 sierpnia 1927 r. i „Polska Zbrojna” 1927, nr 181 z 5 lipca.

3 Pełniejsze charakterystyki, zob. Piotr Stawecki: Słownik biograficzny generałów Wojska Polskiego 1918–1929, Warszawa 1994. Tadeusz Kryska-Karski: Generałowie Polski Niepodległej, Warszawa 1991.

4 Stanisław Lubodziecki: Adwokat ma być rzecznikiem prawa i słuszności, „Zeszyty Historyczne” Paryż 1960, z. 9, s. 231.

5 Polish Institut and Sikorski Museum, sygn. 362/1. Kolekcja Stanisława Szurleja. Biogram. Z kolekcją na prośbę autora zapoznał się gen. bryg. w st. spocz. Tadeusz Pióro. Jemu też zawdzięczam kserokopię biogramu oraz szereg wypisów z dokumentów kolekcji. Przypomnijmy jeszcze, że Szurlej w okresie I wojny światowej był oficerem baterii artylerii, a następnie szefem sztabu artylerii korpusu armii austriackiej. Od 1 listopada 1918 r. służył w WP. W stopniu majora po niecałych dwóch latach służby przeniesiony został do rezerwy. Ponownie wstąpił do armii jako ochotnik 25 lipca 1920 r. Przydzielono go do dowództwa artylerii 1 armii. 6 listopada 1920 r. na własną prośbę („wobec bliskiego rozejmu”) przeniesiony został do rezerwy. W 1924 r., już w rezerwie, mianowany został do stopnia podpułkownika pospolitego ruszenia, 18 września 1939 r. przekroczył granicę polsko-rumuńską i udał się do Paryża. 6 listopada 1939 r. mianowany został przez Władysława Sikorskiego szefem Sądownictwa Wojskowego i szefem Wydziału Sprawiedliwości MS Wojsk. Z racji przekroczonego wieku w stopniu pułkownika (65 lat) w listopadzie 1943 r. przeszedł w stan spoczynku. Zmarł w 1960 r. w Londynie. Dane dotyczące służby w WP: CAW, AP, 16 490.

6 Izabela Moszczeńska: Powolna procedura. „Kurier Warszawski” 1927, nr 197 z 20 lipca 1927 r.

7 „Gazeta Warszawska” 1927, nr 183 z 6 sierpnia 1927 r.

8 „Polska Zbrojna” 1927, nr 184 z 8 lipca 1927 r.

9 Tamże, nr 186 z 10 lipca 1927 r.

10 „Gazeta Warszawska Poranna” 1927, nr 187 z 10 lipca.

11 „Polska Zbrojna” 1927, nr 186 z 10 lipca.

12 „Głos Codzienny” 1927, nr 188 z 12 lipca 1927 r., „Kurier Czerwony” 1927, nr 156 oraz „Gazeta Warszawska Poranna” nr 189 z 12 lipca 1927 r.

13 „Ilustrowany Kurier Codzienny” Kraków 1927, nr 192 z 14 lipca 1927 r.

14 „Polska Zbrojna” 1927, nr 191 z 15 lipca i „Gazeta Warszawska Poranna” 1927, nr 192 z 15 lipca 1927 r.

15 Tamże nr 193 z 17 lipca 1927 r.

16 CAW, Prot. 1828/93, t. 18, k. 89. Protokół rozprawy z 19 lipca 1927 r. Por. „Gazeta Warszawska Poranna” 1927, nr 196 z 20 lipca 1927 r.

17 „Polska Zbrojna” 1927, nr 196 z 20 lipca 1927 r. także nr 197 „Warszawskiej Gazety Porannej” z 20 lipca. Zamieszczone w gazetach relacje na ogół nie odbiegają od protokołu rozprawy z tego dnia. Por. CAW, Prot. 1828/93, t. 18, k. 19.

18 CAW. Prot. 1828/93, t. 18, k. 301. Protokół rozprawy głównej z 22 lipca i 8 sierpnia 1927 r.

19 „Polska Zbrojna” 1927, nr 212 z 11 sierpnia 1927 r.

20 CAW. Prot. 1828/93, t. 18, k. 312. Protokół rozprawy głównej z 10 sierpnia 1927 r.

21 „Polska Zbrojna” 1927, nr 205 z 29 lipca 1927 r.

22 Tamże, nr 212 z 5 sierpnia 1927 r.

23 Tamże, nr 184 z 8 lipca 1927 r.

24 Tamże nr 217 z 10 sierpnia 1927 r.

25 Tamże nr 214 z 7 sierpnia 1927 r.

26 „Polska Zbrojna” 1927, nr 190 z 14 lipca 1927 r.

27 Tamże, nr 217 z 10 sierpnia 1927 r.

28 Tamże nr 224 z 18 sierpnia 1927 r.

29 Tamże, nr 197 z 21 lipca 1927 r.; CAW. Prot. 1828/93, t. 18, k. 103. Prot. rozprawy z 19 lipca 1927 r.

30 „Polska Zbrojna” 1927, nr 197 z 21 lipca 1927 r.

31 „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1927, nr 201 z 23 lipca 1927 r. Komentator gazety stwierdził jednocześnie, że: „Oświadczenie rzeczoznawców wzmacnia oczywiście podejrzenie prokuratora”.

32 „Gazeta Warszawska Poranna” 1927, nr 199 z 22 lipca 1927 r., „Polska Zbrojna” 1927 nr 198

i 199 z 22 i 23 lipca 1927 r.

33 „Warszawianka” 1927, nr 228 z 21 sierpnia 1927 r.

34 „Polska Zbrojna” 1927, nr 220 z 13 sierpnia 1927 r.

35 CAW. Prot. 1828/93, t. 18, k. 357. Protokół z rozprawy tajnej z 24 sierpnia 1927 r.

36 „Polska Zbrojna” 1927, nr 230 z 24 sierpnia 1927 r.

37 „Polska Zbrojna” 1927, nr 32 z 26 sierpnia 1927 r.

38 „Polska Zbrojna” 1927, nr 233 z 27 sierpnia 1927 r.

39 Tamże, nr 234 z 28 sierpnia 1927 r.

40 Tamże.

41 „Kurier Poranny” z 30 sierpnia 1927 r.

42 „Polska Zbrojna” 1927, nr 296 z 30 sierpnia; CAW. Prot. 1828/93, t. 18. Protokół rozprawy z 29 sierpnia 1927 r.




(c) copyrights by Palestra.pl, all rights reserved design & powered by: abgstudio.com